Menu

może od poniedziałku będzie normalnie

...

w oczekiwaniu na świnię

salmiaki

Człowiek topi się w zupełnej ciszy – 

organizm instynktownie nastawiony jest na oddychanie

i nie jest w stanie podczas krótkiego wynurzania się złapać oddechu i jeszcze do tego krzyknąć.

 

Czas biegnie... właśnie kończy mi się drugi tydzień urlopu, jeszcze dwa dni temu szepnęłam rano do męża, że dwa tygodnie to dla mnie za mało. Chyba tak naprawdę boję się powrotu do pracy... najbardziej tego, że najzwyczajniej nie wystarczy mi czasu na wypełnienie wszystkich obowiązków. Choć... im bardziej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się to złudzeniem. 

Początek roku nienajlepszy... zerknęłam wstecz własnego bloga - 2018 okazał się nijaki. A 2019 niczym nie zaczyna się różnić, choć zaczynam wyznaczać sobie dzienne cele, żeby nie stanąć w miejscu. Może lepiej, że nijaki, niż gorszy? A są nagłaśniane takie przypadki, kiedy jest dużo gorzej, jak na przykład przypadek Pana C., który nie dość, że 1 stycznia był trzeźwy, to jeszcze niewiele pamięta, a na dodatek znalazł u siebie w mieszkaniu osobę ranioną nożem.

U mnie od kilku dni pojawiają się bardzo realistyczne, choć bardzo dziwne sny, po których wstaję ze ściśniętą z nerwów klatką piersiową. Bo na przykład podczas podróży służbowej (Węgry), kiedy poprosiłam o wystawienie faktury za obiad (pyszny) otrzymałam odmowę od właściciela restauracji, który twierdził, że ja już w tej firmie nie pracuję. Kolejnej nocy podczas lotu zerkając przez okno zauważyłam, że nasz samolot o mały włos spowodowałby katastrofę lotniczą tylko dlatego, że mąż stwierdził, że autopilota nie trzeba pilnować i zamiast nadzorować lot, bawił sie z dziećmi. Dzisiaj kolejny denerwujący sen, o którym właśnie przed chwilą zapomniałam - ale... obudziło mnie niepokojące stukanie. Jak się okazało na terenie mojej posesji pojawili się panowie, którzy postanowili dokończyć układanie kostki na podjeździe. Nic to, że mieli to zrobić 2 miesiące temu. Nic to, że przecież jest śnieg. Przyjechali i pracują pełną parą. Cud.

A ja oddycham. Czekam na rozpoczęcie roku chińskiego, bo podobno Smoki w roku Świni będą miały kasy, jak lodu, namiętności i miłości aż po uszy, zdrowia, do którego nie będzie można się przyczepić i ani grama pecha - samo szczęście :)

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • duo.na

    niech swinia zapewni co wyszczegolnione:)

    nie wiem, co mi przyniesie, ale moze i lepiej...

  • fg2002

    Nie martw się. - tak łatwo powiedzieć.

  • nedzny.padol

    Smoki w roku Świni..., jakże egzotycznie to brzmi:)))
    I jak się tutaj cieszyć urlopem przy tak ściśniętym żołądku? Ech..., wszystko co dobre się szybko kończy:)

  • gregoria1

    Pomimo przeciwności oraz snów jak z horroru,ja życzę wszystkiego co najlepsze.Dosiego roku 2019.Zdrowia i pomyślności.

  • salmiaki

    Co prawda muszę jakoś dożyć do 5 lutego, ale z góry Wam wszystkim dziękuję :)

© może od poniedziałku będzie normalnie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci