Menu

może od poniedziałku będzie normalnie

...

spacer

salmiaki

11 listopada w połączeniu z dniami sąsiednimi zawsze był pretekstem na studiach, by wyjechać w Karkonosze. Przynajmniej dla grupy studenckiej, z którą lubiłam się wałęsać.

Polegało to na tym, że Iza pisała co roku pismo do Dziekana z prośbą o wyrażenie zgody na udzielenie dnia wolnego. O czym informowała wykładowców. Dziekan nigdy nie wyrażał zgody. O to już pytali tylko nieliczni wykładowcy. Dla tych drugich przygotowane było pismo z przychyleniem się do ponownej prośby przez Dziekana i udzieleniu dnia wolnego pod warunkiem odpracowania zajęć w innym terminie. Termin ten był ustalany, ale jakoś się później wykładowcy już nie dopytywali...

Ponieważ ja należałam do innej grupy, nie startowałam samodzielnie do Dziekana, ale na własną rękę gimnastykowałam się, jak by tu sobie ten dzień wolnego wykombinować.

Nie było to łatwe - za moich czasów na mojej uczelni można było mieć nieusprawiedliwione jedynie 2 godziny ćwiczeń. Więc co nieco musiałam odpracować - ale warto było.

W tym roku z rodziną wybraliśmy sie nad morze. 

Zaproponowałam rodzinny spacer. Co z tego, że pada. Nad morzem zawsze jest przyjemnie.

Pożyczyłam labradora, wzięłam swoich mężczyzn i ruszyliśmy w stronę plaży.

Przestrzeń, kamienie, patyki, deski.... W tym roku nie miały brania u mojego młodszego syna kamienie (nawet odetchnęłam), ilość patyków mój mąż ograniczył u syna do jednej procy (trochę szkoda, bo lubię patyki), ale przy oszlifowanej desce syn się nie ugiął, za to ugięłam się ja i odciążyłam go od targania jej do samochodu....

Za to starszy syn... Starszy dostał ataku paniki (?). Usiadł na plaży na mokrym pisaku i zaczął płakać, ze chce wracać. OK - pomyślałam. Niech siedzi. Wstanie przecież, albo wróci do pokoju. Nie wstał. Beczał. Widząc moją obojętną reakcję - wszedł do wody i zamoczył oba buty. OK -pomyślałam. Nie będziemy długo, może zaraz zacznie biec w naszą stronę, to się rozgrzeje. Nie biegł. Beczał dalej. Zaczęłam przywoływać mojego męża, który niesiony zapewne wiatrem był już daleko... daleko... Młodszy się zorientował i wrócił do brata, żeby go wesprzeć na duchu. Mąż machał z radością w moją stronę zastanawiając sie, dlaczego przeszłam tylko kilkanaście metrów... Pozastanawiał się i zaczął wracać. A pies? A pies z nudów zapewne wskoczył do wody i zaczął płynąć w kierunku Szwecji. Mąż wpadł w panikę, bo to nie nasz pies. Mały rzucał do wody patyki, zeby zainteresować psa. Starszy nie przestawał beczeć. Ja z mężem przywoływaliśmy psa. Gapiowie przerwali spacer i patrzyli, co się dzieje, a pies zaczął pływać od falochronu do falochronu - jak na basenie, tak, jakby pływał wzdłuż toru.

Na szczęście po kilku "basenach" pies wyszedł z wody i dał się zapiąć na smycz. Mąż ruszył w stronę pokoju. Młodszy też. Starszy nie przerywając beku ciągnął się za mną, a ja ciągnęłam kawał wiosła wikingów na pamiątkę. Zaczął padać bardziej ulewny deszcz.

Ile trwał spacer? Nie wiem. 

Najbardziej zdumiona byłam, kiedy słuchałam opowieści syna... ze fajnie, ze kuter wodowali, ze pies był atrakcja i ze lubi morze....

agorafobia?

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • xychmurzasta

    Uśmiałam się, prawie oplułam kawą monitor :) Jestem wielką fanką Twoich opowieści o tym jak spędzasz czas z rodziną. Do Pani Havranek wracam co jakiś czas i niezmiennie mnie śmieszy fragment o mężu w stroju galowym :) Teraz będę wracać też do spaceru :)

  • nie-okrzesana

    Dobry tekst na początek dnia.
    :)))

  • duo.na

    Inaczej byloby nudno:)

    Usciski!

  • salmiaki

    Cieszę się, że na Waszym niebie się rozpogodziło :)))

    Chmurko- może powinnam Ci wrzucić odnośnik na boczną szpaltę, żebyś nie musiała przekopywać bloga ;)

    Nie-okrzesana, podobno dobry tekst z rana, jak śmietana.

    Duo- odściskuję, choć wiem, że moje teksty i tak nie pobiją Twoich fotorelacji.

  • duo.na

    Fotorelacje to zapchajdziury, bo rozmow nie mam sil relacjonowac:)

    Z wczoraj;
    Poszlam na poczte wyslac obrazek, okazalo sie, ze nie mozna, bo ramka z drewienka, ktore moze peknac; nie pomogly przekonania, ze doklanie folia babelkowa zabezpiecze. Pani urzedniczka mowi do mnie z usmiechem: "nie moge wyslac, idz gdzie indziej!"

© może od poniedziałku będzie normalnie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci