Menu

może od poniedziałku będzie normalnie

...

Las

salmiaki

Do korpoludków postanowiłam zabrać męża.

Pomyślałam, że przyda mi się kierowca do nocnej jazdy po lesie, a na parkiecie sprawdzony tancerz...

 

- Ustaw sobie nawigację- zarządziłam, uprzedzając kłótnię w aucie.

- Ty nie ustawiłaś? Choć raz mogłabyś być pilotem!

- W którą stronę ruszasz? - Zapytałam zaniepokojona. - Nie lepiej po ciemku jechać sprawdzoną drogą?

- Ale tamta jest o 6 minut krótsza.- odparł, ale widząc,  że nie wygra- zawrócił.

Droga przez las okazała się mało przyjazna i nie było widać jej końca. Co rusz mijaliśmy zaparkowane samochody i dorabialiśmy teorię "co mogło się zdarzyć". W pewnym momencie dojechaliśmy do skrzyżowania.

-Stój, musisz wycofać, tylko poczekaj, bo coś jedzie.

Mąż zatrzymał samochód. Ja nie mogłam uwierzyć ani w widoczne skrzyżowanie, ani w nadjeżdżające auto. Mąż sprawdzał, jak długo powinniśmy jeszcze jechać. W końcu ruszył.

- Nie w tą stronę! - krzyknęłam.

- Jak nie, jak nawigacja pokazuje, że w tą.

- Ale nie pokazywała! Musiała przeliczyć trasę, kiedy ruszyłeś!

Ale mąż się uparł. A droga zaczęła być ścieżką dla grzybiarzy. W głowie układały mi się różne scenariusze, z czego żaden w finale nie miał bankietu korpoludków. Mąż zaczął być nerwowy i wypominał mi wszystkie przypadki,  kiedy się zgubiliśmy.Ja twierdziłam, ze sama nigdy nie trafiam na drogę tylko dla rowerów... Zaczynałam żałować, że nie mam w aucie sucharków, wody, kawałka czekolady, kocyka, świecy... Scyzoryka, kaloszy, wiaderka na grzyby... Butelki whisky choćby... Strzelby...

- Widziałeś światła? Tam pewnie jest droga- odetchnęłam widząc auto.

Czułam się bardzo dziwnie zwiedzając las samochodem... No ale leśniczówka to zawsze budynek w lesie.

Dotarliśmy. I my i inni z różnych stron lasu, więc pierwsza godzina bankietu upłynęła przy rozmowach o tym, kto skąd i jak dotarł.

Wyobrażałam sobie to spotkanie trochę inaczej, nie sądziłam, że będę tam (chyba) najmłodsza. kogoś znałam z widzenia, ale niestety nie mogłam sobie przypomnieć skąd... Mąż poszedł się z kimś przywitać, ja rozglądałam się za stolikiem i wolnymi miejscami... I wówczas odezwał się do mnie mężczyzna, zapraszając mimochodem do zajęcia miejsca przy stoliku, przy którym siedział. Atmosfera była bardzo miła i cieszyłam się, że  mamy takie sympatyczne towarzystwo.

Kiedy zaczęła grać orkiestra, solista dwoił się i troił, aby zaprosić na parkiet do tańca. Nikt. Brak chętnych.

- Chodź, wyjdziemy potańczyć- prosiłam męża.

-Ależ kochanie, tu nikt nie przyszedł tańczyć, każdy chce porozmawiać.

- Następnym razem sobie kogoś wezmę innego. Wynajmę. Zero dyskusji. Płacę i wymagam. - Stuknęłam obcasem.

Na szczęście znaleźli się inni odważni, więc miałam okazję potańczyć.

A kiedy trzeba było wracać- okazało się, że nie ma w ogóle zasięgu, nawigacja w ogóle nie działa, drogowskazów brak, noc ciemna, muzyka relaksacyjna w głośnikach i droga donikąd przed nami. w głowie szum whisky....Tylko sarny lub jelenie wyglądały zdziwione i przebiegały przed autem. Tym razem trzymaliśmy się najszerszych dróg i jakimś cudem udało nam się wyjechać na drogę do domu . 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • marga77

    kiedyś, kiedy moi i mojej siostry przyjaciele mieszkali gdzieś pod Goleniowej, ona była wiejska lekarka, on miastowym muzykiem i wiejskim nauczycielem muzyki, stal u nich w stodole, przerobionej na stajnie Siostry qń Serafin, no i kiedyś, a był to mroźny styczeń, wygrałyśmy się we trzy na jazdę po lesie, gdzie oczywiście zabłądziliśmy, metoda że qń ma sam trafić do stajni zawiodła sromotnie i zrobiła się ciemność, a do tego i bardziej zimno, w końcu pojechałyśmy za światłem, które okazało się domem sołtysa sąsiedniej wsi, zaś sołtys dobrym człowiekiem, bo wsiadł w samochód i posłużył nam za przewodnika, po dotarciu na miejsce i pięknym podziękowaniu oraz rozsiodłaniu koni, wchodząc do domu zmarznięte na kość, ujrzałysmy naszych panów, wew świetnym humorze przy biesiadnym stole, a wniosek wyszedł nam taki, iż być może pojutrze zauważyliby naszą nieobecność, a i tego pewne tak do końca nie byłyśmy ;)))

  • babciabezmohera

    To chyba mało odpowiedzialny pomysł, aby urządzać nocą spotkanie w leśniczówce. Nic dziwnego, że tyle było emocji. Dobrze, że wszystko szczęśliwie się skończyło!

  • duo.na

    Horrorem zapachnialo :)

  • salmiaki

    @ Marga, ja też bym liczyła na to, że koń sam znajdzie drogę... Bo codziennie widywałam gospodarza, który jak już miał dość, wypadał z gospody, kładł się na wóz, a konik spokojnie zawoził Pana do domu.

    @babciabezmohera- sam lokal był bardzo przyjemny, czasem organizowane są tam wesela i inne imprezy... Ale wiedząc że nie ma tam zasięgu- mogliby zorganizować jakieś drogowskazy...
    @duo - w drodze powrotnej byłam już znieczulona :))

© może od poniedziałku będzie normalnie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci